A więc jestem, powróciłam, ale może wszystko opowiem od początku. Otóż po napisaniu ostatniego posta na tym blogu spięłam tyłek i jadłam żeby nie trafić do szpitala, mimo wszystko narzuciłam sobie rygor w postaci nie przekraczania 1000 kcal. Nowy rok powitałam z wagą 52-53 kg ale jak przystało moim postanowieniem noworocznym było schudnąć jeszcze więcej. Jadłam dziennie około 400-500 kcal a przy tym ćwiczyłam. Jakoś 16.01 zrobiło mi się słabo na lekcji i nauczycielka zadzwoniła po mojego tatę, tato zabrał mnie do babci gdzie z powodu bólu głowy i nudności nic nie zjadłam także przez cały dzień byłam tylko na 100 kcal ze śniadania. Tak czy tak do wieczora mój stan się diametralnie pogorszył, zaczęły siniec mi paznokcie i usta, było mi zimno i tak słabo że nie umiałam się podnieść. Mój tato widząc w jakim jestem stanie zawiózł mnie do szpitala w moim mieście gdzie zostałam zważona i przebadana. Mogłam się cieszyć otóż jak się okazało dobiłam do 50 kg w zaledwie 2 tygodnie ale się nie cieszyłam, dlaczego? Nie miałam siły. Lekarz będący na dyżurze zabrał mnie do zabiegówki i tam usiłowali razem z pielęgniarkami pobrać mi krew ale już miałam pozapadane żyły :(( Miałam początki zapaści mdlałam a moje ciśnienie wynosiło jedynie 70/50. Podłączyli mnie do kroplówek i zostałam na noc w szpitalu. Następnego dnia tato zadzwonił do ordynatorki w szpitalu w Opolu i tam zostałam przyjęta 18.01 (o szpitalu napiszę kiedy indziej bo mam zamiar się rozpisać) po przyjezdzie okazało się że to szpital psychiatryczny gdzie byłam leczona przez miesiąc. Dokładnie zostałam wypisana z wagą 55 kg. Aktualnie schudłam już 2 kg ważę 53 kg do wzrostu 160 cm (20.7-BMI) Mam cel ważyć znów 50 kg lecz tym razem nie doprowadzić do zapaści. Zobaczymy co z tego wyjdzie :) Trzymajcie się ciepło
Mój dzisiejszy bilans:
Nutridrink
Kaszka ryżowa malinowa
Wegańska zupa krem
Merci