Dzisiejszy dzień zapowiadał się naprawdę obiecująco rano delikatne śniadanko nie przekraczające poza limit 200 kcal potem wf a po powrocie do domu jogurt naturalny. To brzmi za pięknie choć przyznam że faktycznie po ostatniej lekcji nie byłam aż taka głodna i zamierzałam od razu pójść do domu a pózniej dopiero ewentualnie jakbym poczuła głód to zjadłabym ten jogurt. Oczywiście napotkałam na pewne komplikacje po drodze, otóż zadzwonił mój tato że są wyniki badań (bo wczoraj na moje nieszczęście byłam kłuta a tego nienawidzę >.<) i że mam od razu iść do niego do pracy i razem pojdziemy do lekarza. No ok, poszłam. Okazało się że jest lepiej ale dalej mam coś tam zaniżone (leukocyty i potas chyba). W pewnym momencie lekarka chciała mnie zważyć, no dobra staję na wagę 54 kg. Uff, myślałam że po wczorajszym obżarstwie bedzie wiecej okazało się też że urosłam o 1 cm. Ale dość o tym ważne jest co się stało po wizycie. Otóż mój tatuś uznał że 54 kg do mojego wzrostu to stanowczo za mało (co z tego że mam wagę normalną do swojego wzrostu i do niedowagi brakuje mi całkiem sporo ale ok) i zabrał mnie na pyszny obiad do restauracji. Ekstra, wszyscy siedzimy przy stole bo tata wziął jeszcze z nami moją macochę z pracy i podjechał po moją siostrę do babci bo po tym wspólnym obiedzie mieliśmy gdzieś tam jeszcze jechać ale to taki szczególik. Oczywiście wszyscy mogli zamówić to na co mieli ochotę oprócz mnie, mi tata sam zamówił jedzenie. Zamówił mi makaron z sosem i jakimś podejrzewam że smażonym mięsem bo miało gdzie nie gdzie takie po przypalane placki. Odmówiłam zjedzenia tego i zaczęła się kłotnia że jak tego nie zjem to mnie odwiezie do psychiatryka i wgl padło parę nie przyjemnych słów. Tak czy inaczej musiałam to zjeść nic nie działało. Picie dostaliśmy w przezroczystych szklankach więc wyplucie nie wchodziło w grę schowanie jedzenia też bo nie miałam ani kieszeń ani chusteczek. Uznałam że to wyrzygam więc pierwsze co po powrocie do domu pobiegłam do toalety ale nic, nie potrafiłam tego zrobić nie działała woda, dwa palce nic. Teraz boję się stanąć na wagę bo wiem że po tym co dziś zjadłam czyli obiedzie który miał z 800 może więcej kcal a w dodatku był tłusty i ciężki to na stówe ważę więcej. Nie wiem co mam robić, naprawdę nie chciałam tego zjeść ratuje mnie tylko fakt że jutro taty nie ma w domu więc mogę trzymać dietę. Przydało by mi się zrobić głodówkę chociaż z drugiej strony trochę się boję bo podczas ostatniej straciłam przytomność. Nie wiem jak to będzie dalej, spróbuję jeszcze dziś wyrzygać ten makaron chociaż wątpię żeby mi sie udało :( Mam nadzieję że wam dieta idzie lepiej niż mi i dziękuję też za wszystkie komentarze bardzo podnoszą mnie na duchu. Dobranoc, jutro postaram się zjeść mało i wpaść z niskim bilansem ;*
Tak w ogóle interesuje mnie ta dieta. Co o niej myślicie? Stosował
już ją ktoś? Bardzo bym się chciała dowiedzieć
i najwyżej zastosować ją.

Niestety nie stosowałam jej ale wygląda kusząco i chyba ją zastosuję :)Mój fb to Nat Nat (bez zdjęcia) A ojcem się nie przejmuj. Tatusiowie wariują na punkcie swoich córek ;)
OdpowiedzUsuńN
Z moim tatą tą samą historię przerabiałam. Jak ważyłam 52 kg chyba to mówił mi że mam przytyć do 54 kg, a ja mu odpowiadałam, że mam prawidłową wagę i nie muszę tyć, ale on uważał, że i tak jestem za chuda -.- To mama powiedziała mu, że jak będzie mnie zmuszał do tego to on będzie odpowiedzialny za to jak coś sobie zrobię. Jak dobrze, że chociaz ona mnie rozumiała :') Ale rok temu albo dwa ustalili, że jak będę ważyć poniżej 50 kg to od razu mnie skierują do psychiatryka. I jak mama zobaczyła na bilansie 50 kg to na szczęście się nie czepiała :) Więc może im przejdzie, tylko musisz dobrze udawać, że jesz. I jak już idziecie z rodziną na miasto, to nie ma tak, że tata ci zamawia. Sama zamów jedzenie, ale nie podejrzane typu jakąś sałatkę, coś bardziej kalorycznego, ale żeby cię nie ociążało. I broń Boże nie łaź do lazienki od razu po powrocie z restauracji rzygać, bo to szybki kierunek do zorientowania się twoich rodziców, że z tobą jest serio cos nie tak
OdpowiedzUsuń