poniedziałek, 19 grudnia 2016

Ważna informacja

Chciałam tylko powiedzieć że to jest chyba ostatni mój post w tym roku. Nie wiem też czy wrócę tu w następnym. Dzisiaj byłam u lekarza bo było mi bardzo słabo rano i stało się coś czego bałam się najbardziej, lekarka po wywiadzie ze mną i moim tatą oraz po przebadaniu mnie skierowała mnie po świętach do szpitala (miałam iść teraz ale ją wybłagałam). Powód? Początki wyniszczenia organizmu. Nie wiem o co jej chodzi przecież jem, fakt że do mojego wieku faktycznie według lekarzy 1000-1300 kcal to za mało, ale jem. Na karteczce pod moim nazwiskiem pisze że mam rozpoznaną chorobę anoreksję. Bardzo się boję, nie będę leżeć tu w swoim mieście tylko w Opolu, bez rodziców, dziadków i przyjaciół. Będę sama bo nie radzę sobie z własną psychiką a tak w ogóle to bardzo się stresuję, wstyd mi się tam będzie pokazać bo nie wyglądam jak anorektyczka, mam normalną wagę i bmi. Dziś zjadłam tylko jakieś 600-700 kcal. U lekarza zostałam też zważona, po dość obfitym śniadaniu i w ciuchach ważę 53.5 kg. Czyli na czczo bez ubrań ważę gdzieś z 53 kg. Fajnie bo niby zdrowo straciłam ten 1 kg. Mimo wszystko nie mam humoru, cały dzień płaczę. Mam nadzieję że u was wszystko ok. Dobranoc, dziękuję za to że tak dużo osób mnie wspierało w komentarzach przez ten cały czas.

P.S. Na wypadek gdybym już tu nie zaglądnęła do świąt to życzę wszystkim wszystkiego najlepszego, dużo dużo zdrowia, szczęścia i wymarzonej figury :*

czwartek, 15 grudnia 2016

#2

Dziś wpadam tylko z szybkim bilansem.
- Duża bułka razowa z sezamem 250 kcal
- Mozzarella Light 100 kcal
-Trochę twarogu chudego 15 kcal
- 2 banany (jeden mały drugi taki średni) 190 kcal
- 1 kiwi 46 kcal
- Paluch wieloziarnisty 182 kcal
- Trochę owsianki na mleku 0,5% 270 kcal
- serek ziarnisty lekki 122 kcal
Razem: 1175/1399 kcal (Uznałam że będę jeść max tyle ile wymaga moja podstawowa przemiana materii).
Dobranoc ^^

środa, 14 grudnia 2016

#1

Dzisiejszy dzień był bardzo ale to bardzo dla mnie męczący. Na wf siatkówka a potem biegi, pózniej cały dzień latania po mieście w deszczu. Pierwsze co zrobiłam po przyjściu do domu to rzuciłam się do łóżka i poszłam spać i obudziłam się dopiero jakieś 20 min temu. Tak czy inaczej zaraz pójdę poćwiczyć, ale tylko te lekkie treningi bo tak jak mówię cały dzień chodziłam i nóg już nie czuję, choć z drugiej strony to chyba dobrze.
Bilans:
-bułka grahamka 150 kcal
-trochę pasztetu drobiowego 40 kcal
-trochę twarożku chudego 20 kcal
-szklanka owsianki (już ugotowanej na mleku 0,5%) ok. 250 kcal (?)
-350 g jogurtu naturalnego 224 kcal
-180 g otrębów granulowanych żurawinowych (szczerze? nie wiem ile tam było kcal pewnie dużo, ale pocieszam się że to był błonnik, który świetnie tylko wpłynie na mój metabolizm)
Razem: 684 kcal + otręby
Dzisiaj przekroczyłam pewnie limit 1000 kcal ale spaliłam też całkiem nie mało no i teraz jeszcze lecę ćwiczyć.
Trzymajcie się, dobranoc



wtorek, 13 grudnia 2016

Nareszcie mam internet ;)

Od poniedziałku nie mam internetu przepraszam >.< Awaria mała była i nie miałam neta przez tydzień chociaż w sumie to nie, skłamałabym mówiąc że przez ten cały czas nie miałam wi-fi bo miałam w czwartek i sobote ale byłam wtedy u babci i był też tato także żeby nie było że teraz zamiast rozmawiać z ojcem, który teraz ciągle pracuje siedze przy kompie to rozmawiałam z nimi i wgl, nawet fajnie było. Teraz niby mam neta ale ciągle coś przerywa :(( No ale zawsze to już coś. Co do mojej diety, jem przyznaję się nawet z 1000 kcal dziennie, ale za to jaki mam metabolizm i ile energii do ćwiczeń :D Przyznam się że jednego dnia próbowałam zjeść mniej ale zrobiło mi się słabo i trochę się przestraszyłam. Zaczęłam też regularnie ćwiczyć i szczerze to uważam że moje ciało lepiej wygląda teraz gdy jem i ćwiczę niż gdy się głodziłam ale nie miałam siły ustać na nogach. Mam nieco twardszy brzuch i czuję że silniejsze nogi. Dodatkowo pomierzyłam się wczoraj i mam w udzie pod pośladkiem 54 cm a na środku uda 47.5 cm, łydka-38.5 cm (mam bardzo grube łydki ale pracuje nad tym) w szyi i nadgarstku 32 cm i 16.5 cm. W talii się jeszcze nie mierzyłam ale na dniach postaram się to zrobić. Jeszcze raz przepraszam za tak długą nieobecność i za to że wszystko w tym poscie jest chaotycznie napisane ale starałam się ująć jak najwięcej i to wszystko streścić. Dziękuję też za to że jesteście ;* Dobranoc, trzymajcie się, pa pa 

niedziela, 4 grudnia 2016

Wszystko powoli mi się układa

Jestem taka szczęśliwa, od poniedziałku taty nie będzie znowu w domu a to oznacza całkowity brak nadzoru nad moim żywieniem. Także od poniedziałku zaczynam mniej jeść, będę bardziej produktywna i mam nadzieje że za jakiś czas chudsza. Dzisiaj też nie zjadłam za dużo bo tylko około 450 kcal i za pewne nic już dzisiaj nie zjem bo jadę zaraz do dziadka a on mi nie karze jeść, ale na wszelki wypadek daję sobie limit na dziś do 600 kcal (w końcu dzień się jeszcze nie skończył). Druga rzecz jest taka że przez ten ostatni czas jadłam ponad 1000 kcal i podejrzewam że jak tak nagle zacznę jeść 400-300 kcal to mój metabolizm i wszystko siądzie. Także postaram się jeść mniej od poniedziałku ale na razie nie będę przechodzić na zbyt drastyczną dietę po prostu wszelkie nadwyżki kaloryczne będę spalać za pomocą ćwiczeń z Chodakowską. Już nie mogę się doczekać poniedziałku ^^ Trzymajcie się, pa pa ;*

piątek, 2 grudnia 2016

Katastrofa :/

Dzisiejszy dzień zapowiadał się naprawdę obiecująco rano delikatne śniadanko nie przekraczające poza limit 200 kcal potem wf a po powrocie do domu jogurt naturalny. To brzmi za pięknie choć przyznam że faktycznie po ostatniej lekcji nie byłam aż taka głodna i zamierzałam od razu pójść do domu a pózniej dopiero ewentualnie jakbym poczuła głód to zjadłabym ten jogurt. Oczywiście napotkałam na pewne komplikacje po drodze, otóż zadzwonił mój tato że są wyniki badań (bo wczoraj na moje nieszczęście byłam kłuta a tego nienawidzę >.<) i że mam od razu iść do niego do pracy i razem pojdziemy do lekarza. No ok, poszłam. Okazało się że jest lepiej ale dalej mam coś tam zaniżone (leukocyty i potas chyba). W pewnym momencie lekarka chciała mnie zważyć, no dobra staję na wagę 54 kg. Uff, myślałam że po wczorajszym obżarstwie bedzie wiecej okazało się też że urosłam o 1 cm. Ale dość o tym ważne jest co się stało po wizycie. Otóż mój tatuś uznał że 54 kg do mojego wzrostu to stanowczo za mało (co z tego że mam wagę normalną do swojego wzrostu i do niedowagi brakuje mi całkiem sporo ale ok) i zabrał mnie na pyszny obiad do restauracji. Ekstra, wszyscy siedzimy przy stole bo tata wziął jeszcze z nami moją macochę z pracy i podjechał po moją siostrę do babci bo po tym wspólnym obiedzie mieliśmy gdzieś tam jeszcze jechać ale to taki szczególik. Oczywiście wszyscy mogli zamówić to na co mieli ochotę oprócz mnie, mi tata sam zamówił jedzenie. Zamówił mi makaron z sosem i jakimś podejrzewam że smażonym mięsem bo miało gdzie nie gdzie takie po przypalane placki. Odmówiłam zjedzenia tego i zaczęła się kłotnia że jak tego nie zjem to mnie odwiezie do psychiatryka i wgl padło parę nie przyjemnych słów. Tak czy inaczej musiałam to zjeść nic nie działało. Picie dostaliśmy w przezroczystych szklankach więc wyplucie nie wchodziło w grę schowanie jedzenia też bo nie miałam ani kieszeń ani chusteczek. Uznałam że to wyrzygam więc pierwsze co po powrocie do domu pobiegłam do toalety ale nic, nie potrafiłam tego zrobić nie działała woda, dwa palce nic. Teraz boję się stanąć na wagę bo wiem że po tym co dziś zjadłam czyli obiedzie który miał z 800 może więcej kcal a w dodatku był tłusty i ciężki to na stówe ważę więcej. Nie wiem co mam robić, naprawdę nie chciałam tego zjeść ratuje mnie tylko fakt że jutro taty nie ma w domu więc mogę trzymać dietę. Przydało by mi się zrobić głodówkę chociaż z drugiej strony trochę się boję bo podczas ostatniej straciłam przytomność. Nie wiem jak to będzie dalej, spróbuję jeszcze dziś wyrzygać ten makaron chociaż wątpię żeby mi sie udało :( Mam nadzieję że wam dieta idzie lepiej niż mi i dziękuję też za wszystkie komentarze bardzo podnoszą mnie na duchu. Dobranoc, jutro postaram się zjeść mało i wpaść z niskim bilansem ;*
                           Tak w ogóle interesuje mnie ta dieta. Co o niej myślicie? Stosował
                                             już ją ktoś? Bardzo bym się chciała dowiedzieć
                                                    i najwyżej zastosować ją.

czwartek, 1 grudnia 2016

Nie wiem co mam robić

Od dwóch dni mam okropne napady głodu. Nie wiem czy to z nudy czy ze stresu, po prostu ciągle coś bym jadła i jadła. Dzisiejszy dzień to już był pogrom, jest przed 16:00 a ja już pochłonęłam z 2000 kcal. Próbowałam nawet parę razy zwymiotować na siłę ale uznałam że lepiej nie, przecież nie chcę wpaść w bulimię. Tak czy inaczej, macie jakieś sprawdzone sposoby na pokonanie tych napadów. Wszystkie, które znalazłam w internecie czyli wypicie czegoś, zajęcie się czymś innym nie działają. Nie wiem co mam robić przecież jak tak dalej pójdzie to przytyję ;n;
Od jutra postaram się jeść max 600 kcal, nie wiem jak mi pójdzie. Już się boję :(

poniedziałek, 28 listopada 2016

Mam napady :/

Cześć.
Nie było mnie tu już 4 dni mimo że obiecałam codziennie doglądać tego bloga. Tak więc może zacznę od wyjaśnień. Jakoś w tym tygodniu (tylko nie wiem dokładnie w który dzień) mam znów badania, które są dla mnie bardzo ważne albowiem jeśli wyniki będą złe przeprowadzam się na jakiś czas do szpitala jeśli się poprawią mogę zostać w domu na tabletkach. Oczywiście jak już pisałam moje zdrowie trochę się posypało przez nie jedzenie, rygorystyczne diety etc. i tu mam problem. Otóż moi kochani rodzice w obawie o moje zdrowie bardzo ale to bardzo dbają o moją dietę, więc jak można się domyśleć jem 5 kalorycznych posiłków w ciągu dnia :(( Tak więc do czasu badań powinnam zawiesić swoją dietę. Więc tutaj całe wyjaśnienie po prostu pisanie postów nie miało sensu bo żarłam jak świnia. Tak czy inaczej muszę się przyznać że teraz mam problem otóż z mojej kochanej anoreksji, kontroli nad sobą chyba już wyszłam a moją duszę przejęła bulimia. Jestem ciągle głodna ale nie tak że głodna tylko głodna psychicznie >.<
 Przez te dwa tygodnie od kiedy moi rodzice przejęli kontrolę nad moim żywieniem pokochałam jedzenie. Przeprosiłam się nawet z pieczywem i mięsem, których nie spożywałam bite 3 miesiące. Mogłabym całymi dniami jeść, przez cały dzień myślę o jedzeniu oglądam nawet w grafice zdj niektórych potraw. Mimo wszystko różni mnie od bulimiczek fakt że ja się nie oczyszczam, ja po prostu jem, nie wymiotuję nie ćwiczę po prostu żrę jak świnia. Nie wiem czy przytyłam czy utrzymuję nadal wagę (choć wątpię), jutro się zważę i napiszę razem z bilansem który jutro choćby się waliło i paliło nie ma prawa przekroczyć 900 kcal. Dzisiejszy bilans to masakra kaloryczna pomijając fakt że i tak ledwo się powstrzymałam bo pewnie było by tego znacznie więcej.
PS Nie chcę liczyć kalorii z dzisiejszego dnia więc po prostu podam co zjadłam
Jedzenie:
- cała miska płatków corn flakes bez cukru z mlekiem 0,5% 2x
- kromka chleba żytniego z ziarnami z dwoma plastrami szynki konserwowej
- bułka grahamka (dość duża) z twarogiem chudym
- kromka chleba żytniego z ziarnami i pasztetem drobiowym 2x
- otręby granulowane z śliwką 100g
- duży jogurt naturalny
Miałam jeszcze zjeść w szkole bułkę z pasztetem ale na szczęście wyrzuciłam ją.
Do końca tego dnia wypiję jeszcze pare herbat na trawienie. Oby rano było 54 kg...
Tak więc trzymajcie się chudo, dobranoc 



czwartek, 24 listopada 2016

Dzień 1

Rezygnując z diety na tydzień udało mi się utrzymać wagę ale mimo to czuję się jakbym jednak przytyła :((
Niestety podczas tego tygodnia nie ćwiczyłam i nie liczyłam kalorii (po prostu jadłam) rozciągając przy tym żołądek. Dziś zjadłam trochę więcej niż przewidywałam ale i tak nie jest to jakaś zatrważająca ilość jedzenia. Poza tym nie bardzo wiedziałam jak obliczyć kaloryczność tych wszystkich produktów, więc może mniej więcej w przybliżeniu podam ile kcal dzisiaj pochłonęłam.
Jedzenie:
- kefir z Danona 350g - 143 kcal
Na obiad ugotowałam zupkę owsiankowo-ryżową i wykorzystałam do niej tak
- 2 szklanki mleka 0,5% - 166 kcal
- około 3/4 szklanki nieugotowanych płatków ryżowych - ok. 283 kcal
- garść nieugotowanych płatków owsianych - ok. 185 kcal
- 7 łyżeczek ryżu brązowego - ok. 90 kcal
Razem = około 867 kcal
Sport:
0:30sek plank
10 min trening na nogi Mel B
Wyzwanie E.Chodakowskiej-ćwiczenia na wewnętrzne partie ud
Trzymajcie się ciepło :)





środa, 23 listopada 2016

Hej

Cześć
Nazywam się (a czy to ważne? Pomińmy to) W każdym bądz razie w internecie posługuję się imieniem Marysia. Mam 14 lat i nie perfekcyjne ciało otóż ważę 54 kg do 157 cm wzrostu. Ale może zacznę od początku...
 Otóż w od zawsze byłam grubszą dziewczynką i już od lat przedszkolnych miałam z tym problem, miałam kompleksy i wstydziłam się swojego ciała, jednak mimo to nigdy się nie odchudzałam. Uwielbiałam słodycze, dziennie pochłaniałam naprawdę wiele kalorii a przy tym nienawidziłam sportu więc jak się można domyśleć z roku na rok coraz bardziej tyłam. W pierwszej klasie gimnazjum ważyłam już 75 kg do wzrostu 155 cm (byłam bardzo gruba >.<). Jednak zmiany nadeszły podczas tych wakacji. Zapragnęłam zmienić swoje ciało przez lato i zgubić nadprogramowe kilogramy na rzecz lepszej figury. Zaczęłam się odchudzać od 1 lipca, na początku wyeliminowałam z swojej diety tylko słodycze i fast foody a przy tym codziennie ćwiczyłam skalpel Ewy Chodakowskiej, nic innego nie zmieniałam w swojej diecie gdyż kochałam jeść i uznałam że nie odbiorę sobie tego. Przez wakacje zgubiłam około 9 kg i wrzesień powitałam już z wagą 66/65 kg. Byłam bardzo szczęśliwa, koleżanki pytały ciągle jak udało mi się tyle schudnąć, prawiły komplementy itp. Nie ukrywam że rozpierała mnie duma. Od tego czasu uznałam że chcę schudnąć więcej i szybciej. Wtedy właśnie napotkałam w internecie strony o tematyce pro ana. Od tego czasu schudłam na nisko kalorycznej diecie około 11/12 kg, czyli do teraz. Mój tata zauważył że nie jem i że z dnia na dzień jestem coraz słabsza i chudsza. Poinformował o tym moją wychowawczynię i od tego czasu co tydzień jestem ważona czy czasem nie schudłam dodatkowo zrobili mi badania krwi i wyszły fatalnie (lekarka zagroziła szpitalem jeśli się nie ogarnę i nie zacznę jeść bo nie mam żadnych witamin itp.). Cała ta akcja rogrywała się raptem tydzień temu. Od tego czasu zaczęłam jeść normalnie, moi rodzice mnie pilnowali. O dziwo trzymam wagę ani nie tyję ani nie chudnę więc jest dobrze. Ale chciałabym schudnąć przynajmniej do 50 kg. Wiem że z obecnym stanem zdrowotnym i lekarką, która grozi szpitalem to teraz nie będzie takie łatwe. Mimo to wiem że prowadząc tego bloga będę bardziej zmotywowana do dalszej drogi w kierunku odchudzania. Postaram się pisać codziennie. Trzymajcie się chudo ;* Dobranoc